Bieszczady w siodle

A więc rozważasz wyjazd w Bieszczady – na konie? Postaram się trochę uchylić rąbka tajemnicy i opisać nas, nasze konie i to czym się zajmujemy. Podzieliliśmy naszych końskich Gości na 3 grupy:

 

  1. Kocham konie ale się jeszcze trochę boje.
  2. Chyba stoję w miejscu, gdzie jest ten magiczny guzik?
  3. “Szczęście na końskim leży grzbiecie”

1. Kocham konie ale się jeszcze trochę boję.

Konie fascynowały Cię od zawsze. W dzieciństwie Twoimi ulubionymi filmami zawsze były te z koniem w roli głównej ( ja nadal je uwielbiam, a łzy podczas oglądania to już normalka ),  ulubione ciuchy z wizerunkiem pięknego siwka z rozwianą grzywą, ulubione prezenty: palcat, owijki i maść na komary. Chciałabyś/chciałbyś spędzać w stajni więcej czasu jednak nie zawsze jest to możliwe. Często masz wrażenie, że Twoja obecność irytuje konia, że jazda pod Tobą go męczy i pewnie zaraz Cię zrzuci i ucieknie.  Powoli Twoje wizyty w stajni stają się coraz rzadsze, zajęcia na ujeżdżalni albo Cię nudzą (myślisz „koniu – zaczynam Cię rozumieć”) albo przerażają, no i ten instruktor który każe Ci okładać konia palcatem …. niech to się w końcu skończy!!! Wracasz do domu zniechęcona i czujesz, że coś gaśnie, coś czego będzie Ci brakować, myślisz to całe jeździectwo to chyba nie dla mnie. Po jakimś czasie znowu umawiasz się na jazdę bo masz przeczucie, że tym razem będzie inaczej – nie jest, jest jeszcze gorzej.

Ach skąd ja to znam 🙂 czyżby z autopsji? Powiem Ci tylko tyle, czasem musimy znaleźć własny język w komunikacji z koniem, czasem zanim wsiądziemy na konia musimy chwilkę się z nim oswoić, pobyć razem, pobawić się. Jeździectwo to długa droga i raczej dla cierpliwych ale… jak mówi klasyk; “spieszy Ci się gdzieś”?

Co spotka Cię u nas: zabawy z końmi z ziemi, ustawimy trochę Twoje relacje z koniem, fajnie by było byś stał/stała się dla niego liderem za którym warto podążać (tak, tak już widzę Twoja zdziwiona minę, jednak trochę powinno nam się udać 😉 ) Zaproponujemy Ci ćwiczenia i spokojne spacerki w siodle w bliskiej obecności instruktora, który podpowiada i pomaga. Jeśli uda nam się przez te kilka dni spowodować, że nie będziesz obawiać się swojego rumaka, że podniesiesz wszystkie nogi, że maszerując przed nim pomyślisz: tylko spróbuj gamoniu mnie wyprzedzić, to będzie to nasz wielki sukces i zabierzemy Cię w samodzielny, spokojny teren.

Staramy się by każda nawet najmniejsza zmiana w Twoim podejściu do konia była zauważona i doceniona – przecież tego właśnie będziemy starali się Ciebie nauczyć: obserwuj uważnie swojego konia, zauważaj starania i reaguj – oto klucz do dobrych relacji, resztę proponujemy przećwiczyć na żywym organizmie, teorii masz już i tak pewnie za dużo 😉 

Przygotuj się na naukę przez zabawę, czas będzie płynąć inaczej – wśliźniemy się do Świata Konia.

2. Chyba stoję w miejscu, gdzie jest ten magiczny guzik?

Regularnie umawiasz się na jazdy, anglezujesz, pierwsze niewielki przeszkody masz już za sobą, zaczynają się zagalopowania i… wszystko się rozłazi , niby galopujesz ale jeszcze chwila i wypadniesz z siodła, wydaje Ci się, że zaraz cię ten koń katapultuje. Jak w tej sytuacji podjechać do przeszkody i wykonać skok? Nie, to nie możliwe, wróćmy się o jeden kroczek prosisz instruktora, przećwiczmy jeszcze raz kłus i koperty.

Nastał czas by odpocząć i nabrać świeżego powietrza 🙂 (w przenośni i dosłownie) przyjedź w Bieszczady, zapomnij o kopertach, zagalopowaniach z właściwej nogi,  kontakcie i ustawieniu. Nasz ośrodek nie jest ośrodkiem szkoleniowym, nie przygotujemy Cię do zawodów – nie taka nasza rola.

U nas spotkasz się z jeździectwem w zgodzie z koniem. Nasz wierzchowiec to nasz partner – ma całkiem sporo do powiedzenia i wiesz co, jak go słuchasz to zaczyna strasznie dużo gadać (czasem nawet konfabuluje i ściemnia – uwielbiam to, udaję wtedy, że mu wierzę). Przyjedź do nas i poznaj konie którym pozwolono być końmi, konie które słyszą Twoją najmniejszą sugestie, które chętnie współpracują  – no chyba, że jesteś jak rozregulowane radio i szum jaki wydajesz muszą kulturalnie zignorować, ale nawet wtedy robią to w tak uroczy i delikatny sposób, że nawet tego nie zauważysz a jeśli zauważysz – szacun, jesteś na dobrej drodze pozytywnego jeździectwa. Gdy wrócisz do swojej stajni powiesz do ucha swojemu koniowi – przepraszam a potem gdy wasze skoki zachwycą Was oboje (Ciebie i Twojego konia) powiedz mu – dziękuję.

3. “Szczęście na końskim leży grzbiecie”

Mój ulubiony typ turysty końskiego, niewiele potrafi ale… przecież nie zamierzam jutro wystartować w olimpiadzie. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy, widzi wszystko i trwa w stałym zachwycie. Trawy sięgające siodeł wow, stromy zjazd – ale super, podchodzenie z buta pod stromą górę – może być,  powrót do stajni po zmierzchu – jej nic nie widzę ale koń widzi – prawda? Całuje konia po chrapach (one za tym nie przepadają, ale co tam niech to będzie dla nich trening pt lider wymyślił – lider ma prawo), nie boi się, bo niby czemu przecież on, człowiek, nie ma złych zamiarów więc… konie to wyczuwają i stają się  odrobinę bardziej ostrożne jakby wiedziały, że teraz to cały świat jest na ich głowie.

Gdy pobyt takiego “szczęśliwca” dobiega końca zostajemy obdarowani mnóstwem cudownych zdjęć, jak się okazuje jego wrażliwość idzie w parze z talentem fotograficznym a ujęcia są tak nietuzinkowe, że zaskakują nawet nas a przecież widzieliśmy już  Bieszczadach wszystko ;)) Szczerze, to dla nich powstała Kulbaka, dla tego wspólnego przeżywania i zabawy. Dla nich szkolimy solidnie konie bo wiadomo – oni nie poświęcają czasu na nudne treningi, więc ich konie muszą być gotowe na wszystko. Ale by nie było tak słodko, by skorzystać z nas i naszych koni musicie jeździć już samodzielnie, mieć obycie w wyjazdach w teren i trzymać się jako tako w siodle.

Z innej beczki

Zdarza się dość często, że pytacie nas czy możecie wybrać się w teren wraz ze swoim partnerem lub partnerką którzy nigdy jeszcze nie siedzieli w siodle lub chcecie sprezentować pobyt w Villejce   połączony z jazdą konna osobom znajomym którzy ponoć jeżdżą lub upieracie się by Wasze 6-letnie dziecko które skacze (cokolwiek to znaczy) wzięło koniecznie udział w kilkugodzinnym terenie – zwykle takim lub podobnym pomysłom mówimy grzecznie: proszę wybaczyć, ale niestety nie możemy się na to zgodzić.

 Przy dalszych naciskach, które potwierdzają Wasz brak doświadczenia i wyobraźni mówimy zdecydowanie NIE.

Bezpieczeństwo to dla nas sprawa kluczowa – stawiamy na swoim nawet wtedy gdy ryzykujemy focha lub niepochlebny komentarz w necie.

Co zabrać:

Przygotujecie się na jazdę w naturalnych warunkach. Jeśli złapie nas deszcz będziemy zmoknięci, jeśli grzeje słońce będziemy opaleni, jeśli gryzą baki będziemy pogryzieni ( ci latający dręczyciele są w stanie pokrzyżować nam plany – przez nie musimy wstawać w lipcu bardzo wcześnie by wrócić do stajni przed 10.00) Jeśli w ostatniej chwili zmienicie plany i nie będzie się Wam chciało iść na konie mimo umówionej jazdy … oj, nie ładnie  p. Krzysiek odmówił innym nie po to by stać pod stajnią i liczyć jaskółki.

Wiosną w naszej stajni roi się od tandemów typu rodzic + młodzian zwany dzieckiem, w lipcu i sierpniu roi się od młodzieży szkolnej i ich rodziców niekoniecznie zainteresowanych siodłem (z tarasu dobrze widać idź dziecko bo p. instruktor czeka), jesienią nie roi się wcale, to czas dla koneserów życia – trochę gór, trochę koni, trochę wybornego wina i masę nicnierobienia 🙂 dlatego rodzinom z małymi dziećmi polecamy się w innych miesiącach, wrzesień i październik to czas dorosłych.

Nie organizujemy obozów jeździeckich!!

Czyli nie ma możliwości oddania nieletniego pod naszą opiekę. W lipcu i sierpniu zapraszamy całe rodziny, dla każdego coś miłego np.: rowery, jezioro (niedaleko: 15 km skrótem), wędrówki po szlakach Parku lub spacery stokówkami niedaleko domu. Bogatą ofertę aktywności i atrakcji przedstawimy Wam w naszym kulbaczanym przewodniku który aktualizujemy po zapoznaniu się z ofertami okolicznych biur turystycznych.   Każdy znajdzie dla siebie zajęcie, w obiekcie jest WiFi to ważne info zwłaszcza dla młodzieży niekonnej.

Posiłki

W Villejce serwujemy tylko śniadania, goście chat mogą z nich skorzystać za dodatkową opłatą.

Wieczorny posiłek można przygotować na żywym ogniu w naszej Biesiadówce.

 

Natomiast o obiady i kolacje zatroszczą się okoliczne całkiem liczne knajpeczki, najbliższe 3 punkty gastronomiczny oddalone są od ośrodka 10 min piechotką.

Ważne:

Na siodło zapraszamy osoby do 90 kg błagam nie prowokujcie nas do niegodnych zachowań typu: czy mogłabym ewentualnie pana prosić by na sekundkę stanął pan na tej wadze ?? Pytanie jak pytanie ale cała stajnia będzie oczekiwać wyniku ;). Koński grzbiet nie może być obciążany ponad jego możliwości tym bardziej, że koniki nasze pracują w naprawdę trudnym terenie i nie są rosłe to szlachetny typ górski – średniej wielkości . 

Gdy leje – jazdy nie odbywają się, zwykle zdzwaniamy się i umawiamy inny termin.

Nie karmimy zwierząt. W naszej stajni z niektórymi końmi pracujemy z tzw ,,nagrodą,, ale to wyższa szkoła jazdy a wierzcie mi, mamy w stajni kilku spryciarzy którzy dość sprawnie wyszkolą Was w wyciąganiu marchewki na żądanie.

Villejka i Kulbaka to ośrodek w stylu Rancho czyli drewniane płoty, zwierzęta, fruwające kłaki i ubłocone buty. W miesiącach przejściowych przydadzą się kalosze. Osoby które przyzwyczajone są do innego dress code zostają niniejszym poinformowane (a może nawet ostrzeżone?)

o NAS czyli słów kilka o właścicielach

Krzynias:

Jak twierdzi: uwielbia swoje proste i nieskomplikowane życie. Doskonale odnalazł się w bieszczadzkiej rzeczywistości- bo musicie wiedzieć, że konia to po raz pierwszy pokazała mu Marta. Trenuje młodziaki z wielkim zaangażowaniem, ma fajne podejście jest zdecydowany i łagodny jednocześnie, konie łapią w mig o co mu chodzi. Pracuje z młodymi końmi z ziemi dość długo, nie spieszy się z zajeżdżaniem. Nawet gdy już Go przyjmą na siodło (bo Krzynias to nasz kulbaczany „pilot oblatywacz”) długo tłumaczy i nie wymaga zbyt wiele, mówi, że młode konie są jak dzieci nie możesz karcić przedszkolaka za to, że krzywo narysował literkę. Lubi swoją pracę ale dla początkujących i dzieci trochę za mało cierpliwy. Wtedy wkraczam ja albo nasza instruktorka. Krzynias zakłada kapelusz i rusza w trasę z samodzielnymi jeźdźcami a ja lub ( właściwie to raczej ona niż ja) nasza instruktorka zostajemy z Wami w stajni by przygotować się do spokojnego spacerku zwanego oprowadzanką. Krzynias dba też o pełne magazyny, lubi gdy konie mają dostęp do najlepszej jakości paszy. Jego ulubioną klaczą w stajni jest Primula a ostatnio poświecą dużo czasu młodej jeszcze Płaszy, kto wie może ta klacz zajmie miejsce kochanej Primy.

Marta:

Malarka i pasjonatka koni, wg jej pomysłu i inicjatywy powstała Kulbaka i Villejka. Od lat z wielką uwagą studiuje subtelny sposób komunikowania się koni, uczy się od nich bycia człowiekiem. Kilka lat temu odkryła w sobie Malarkę ( choć jest plastykiem z wykształcenia a poprzednie, miejskie życie  połączone było ściśle z konserwacją zabytków). Fascynuje ją kolor i temat Konie – często i wg niej niesłusznie kojarzony z kiczem. Poprzez swoje prace próbuje przełamać ten stereotyp i udowodnić, że tak trudny temat może być przedstawiony w sposób artystycznie cenny.

W swojej twórczości wędruje również w formę abstrakcyjną która jak żadna inna potrafi pobudzić wyobraźnie i wewnętrzny potencjał oglądającego. Widz staje się żywym uczestnikiem procesu który istnieje w sferze poza materią i słowami, wsłuchuje się we własny, wewnętrzny głos intuicji, doznaje pasji życia i mocy artystycznego oddziaływania a wszystko to za sprawą koloru i jego kształtu który odgrywa w jej obrazach pierwszoplanową role.

Gości Villejki chętnie wita i zaprasza do nieskrępowanej swobody, jednak gdy znika i zaszywa się w pracowni na próżno jej szukać – jest w innym świecie